নPROLOG
Normalna letnia noc. Na Prive Drive wszyscy powoli szykowali się do snu. Jednak był wyjątek. W domu o numerze 4 w małym pokoiku, na parapecie starego okna siedział drobny nastolatek. Ów nastolatek miał przydługie kruczoczarne włosy i niespotykanie intensywne zielone oczy, które w obecnej chwili smutno przyglądały się rozgwieżdżonemu nocnemu niebu. Chłopiec był bardzo drobnej postury zważywszy na to, że jego obecna dieta była nad wyraz uboga. Nastolatkiem tym był nie kto inny jak Harry James Potter. Tak, ten Potter. Złoty Chłopiec, Zbawca Czarodziejskiego Świata i Merlin wie co jeszcze.
Harry wpatrując się w tą jedną gwiazdę wspominał miłe chwile ze swoim ojcem chrzestnym. Martwym chrzestnym. Zastanawiał się również czy wszyscy jego bliscy muszą ginąć, aby on sam mógł prowadzić swój nędzny żywot?
W pewnym momencie poczuł znużenie, wstał z zamiarem udania się do łóżka, lecz dni bez odpowiedniego odżywiania się dały o sobie znać. Zakręciło mu się w głowie, stracił równowagę i runął na starą podłogę robiąc przy tym ogromny hałas. Harry skulił się w rogu pokoju i prosił w duchu żeby wuj nie przyszedł. Jego prośby nie zostały wysłuchane,bo chwile później do pokoju wpadł czerwony na twarzy Vernon Dursley.
- No, no, no.... Dziwaku? Czy ty myślisz, że ujdzie ci to na sucho?- spytał wrogim tonem od którego Potter zadrżał niekontrolowanie.- Oj chyba się pomyliłeś...
W następnej chwili Vernon złapał chłopaka za włosy i rzucił na łóżko.
- Proszę, nie...- załkał Wybraniec wiedząc co się szykuje. -Proszę, proszę....
- Lepiej już się nie odzywaj, bo pożałujesz- uderzył go w twarz otwartą dłonią i szybko ściągnął z siebie i chłopaka dolną część garderoby.- Najlepiej by było gdyby już nikt nie musiał słuchać tego twojego okropnego głosy, dziwaku- wszedł w niego gwałtownie, ale Potter tylko cicho jęknął, mimo okropnego bólu.
Chyba nie trzeba mówić co było dalej.
Okropne rzeczy, w wykonaniu okropnego człowieka.
A Harry... Harry przyjął do serca słowa wuja, które wryły mu się w myśli.
Już nigdy się nie odezwie.